Dwujęzyczność: Więcej niż tylko mówienie w dwóch językach
Dwujęzyczność to regularne używanie dwóch (lub więcej) języków w codziennym życiu — i jest znacznie powszechniejsza oraz znacznie bardziej zróżnicowana niż uporządkowany obraz osoby, która mówi dwoma językami jednakowo i bezbłędnie. Ten obraz to mit: nie opisuje niemal nikogo. Prawdziwe osoby dwujęzyczne mieszczą się na szerokim spektrum, używają swoich języków do różnych części życia i zwykle są mocniejsze w jednym z nich niż w drugim. Zrozumienie, czym dwujęzyczność jest naprawdę — a nie w wersji wyidealizowanej — rozprasza wiele lęku, jaki odczuwają jednojęzyczne osoby uczące się języków, i przeformułowuje cel nauki języka w sposób znacznie łatwiejszy do osiągnięcia.
Typy dwujęzyczności — i jak bardzo jest powszechna
Pierwsza rzecz, którą trzeba wiedzieć, to że dwujęzyczność jest ludzką normą, a nie przypadkiem szczególnym. Szacunki zbiegają się w tym, że ponad połowa populacji świata używa dwóch lub więcej języków w codziennym życiu; w dużej części Afryki, Azji Południowej i znacznej części Europy wielojęzyczność jest po prostu stanem zwyczajnym, a osoba konsekwentnie jednojęzyczna stanowi wyjątek. Intuicja, że osoba ucząca się języka robi coś rzadkiego i trudnego, jest — w skali globalnej — dokładnie odwrotna do prawdy.
Badacze porządkują dwujęzyczność wzdłuż dwóch użytecznych osi. Pierwsza to kiedy oba języki zostały przyswojone:
- Dwujęzyczność symultaniczna (równoczesna) — dziecko przyswaja oba języki od urodzenia lub bardzo wcześnie, na przykład gdy rodzice mówią różnymi językami. Oba systemy rozwijają się razem jako języki pierwsze.
- Dwujęzyczność sekwencyjna (następcza) — pierwszy język jest już ustalony, a drugi dochodzi później: w dzieciństwie po rozpoczęciu szkoły w nowym kraju albo w dorosłości przez naukę, migrację lub pracę. Większość dorosłych uczących się języków idzie właśnie tą drogą.
Druga oś to względna siła. Osoba dwujęzyczna zrównoważona włada oboma językami mniej więcej równie dobrze — co w praktyce zdarza się rzadko. O wiele częstsza jest osoba dwujęzyczna dominująca, mocniejsza w jednym języku, przy czym język dominujący często (choć nie zawsze) jest tym przyswojonym jako pierwszy. Dominacja też nie jest stała: może się przesuwać w ciągu życia wraz ze zmianą okoliczności, a język niegdyś dominujący może się cofnąć, jeśli przestaje być używany. Dwujęzyczność to stan ruchomy, a nie trwała odznaka.
Co istotne, sprawność jest zwykle zależna od dziedziny. Osoba dwujęzyczna może płynnie prowadzić życie rodzinne w jednym języku, a całe swoje myślenie zawodowe czy akademickie w drugim, tak że każdy język niesie słownictwo i rejestry, których brakuje temu drugiemu. Dlatego pytanie „który jest twoim lepszym językiem?” często nie ma jednej odpowiedzi — zależy w całości od tematu. Techniczna nazwa tego zjawiska to zasada komplementarności: osoby dwujęzyczne przyswajają i używają swoich języków do różnych celów, w różnych dziedzinach życia, z różnymi ludźmi.
Grosjean i ujęcie holistyczne
Najbardziej wpływowa korekta mitu „dwóch doskonałych języków” pochodzi od psycholingwisty François Grosjeana. Jego wielokrotnie cytowane sformułowanie brzmi: „osoba dwujęzyczna to nie dwie osoby jednojęzyczne w jednym człowieku” (ang. the bilingual is not two monolinguals in one person). Krytykowane przez niego ujęcie frakcyjne traktuje osobę dwujęzyczną jak dwie kompletne osoby jednojęzyczne sklejone razem, a następnie mierzy każdy język miarą rodzimego monolingwisty — porównanie, które osoba dwujęzyczna niemal na pewno „obleje”, skoro jej języki są wyspecjalizowane według dziedzin, a nie każdy jest pełnym, samodzielnym systemem jednojęzycznym.
Alternatywą Grosjeana jest ujęcie holistyczne: współistnienie i nieustanne oddziaływanie dwóch języków wytwarza wyjątkowego użytkownika-słuchacza o specyficznej konfiguracji językowej, a nie wadliwą parę monolingwistów. W tym ujęciu oba języki są zintegrowane w jedną, kompletną kompetencję, którą należy oceniać na jej własnych zasadach — przez to, co osoba dwujęzyczna potrafi w całym swoim repertuarze językowym — a nie karać za to, że nie jest dwoma rodzimymi użytkownikami naraz. To przeformułowanie ma znaczenie daleko poza teorią: to dlatego współcześni badacze nie traktują już „niedoskonałego” władania każdym z języków jako deficytu i dlatego samo pytanie, kto „liczy się” jako osoba dwujęzyczna, przesunęło się od linii zdał/oblał ku spektrum.
Ujęcie holistyczne wycofało też starsze, dziś zdyskredytowane pojęcie „półjęzyczności” (ang. semilingualism) — twierdzenie, że niektóre osoby dwujęzyczne są niewystarczające w obu językach. Pomysł ten mylił społeczne i ekonomiczne warunki, w jakich język jest (lub nie jest) rozwijany, z wrodzonym brakiem u mówiącego, a kompetencję wyspecjalizowaną według dziedzin brał za niekompletność. Został w dużej mierze porzucony.
„Przewaga dwujęzyczna”: uczciwe spojrzenie na spór
Żaden temat w badaniach nad dwujęzycznością nie jest bardziej sporny — ani bardziej zniekształcany w popularnych opowieściach — niż teza, że dwujęzyczność wyostrza umysł. Zasługuje na uczciwe przedstawienie obu stron.
Argumenty za. Wpływowa propozycja, wiązana przede wszystkim z Ellen Bialystok, głosi, że nieustanne zarządzanie dwoma językami — trzymanie w ryzach nieużywanego, gdy mówi się drugim — to trwający całe życie trening dla systemu kontroli wykonawczej mózgu (uwaga, przełączanie, hamowanie). Argumentowano, że przez dziesięciolecia buduje to rezerwę poznawczą. Najczęściej cytowany dowód to badanie Bialystok, Craika i Freedmana z 2007 roku, które wykazało, że wśród pacjentów zgłaszających się do poradni pamięci osoby dwujęzyczne ujawniały objawy demencji średnio o około cztery lata później niż jednojęzyczne. Proponowany mechanizm nie zakładał, że dwujęzyczność zapobiega chorobie, lecz że sprawniejszy system poznawczy radzi sobie z leżącą u podstaw patologią dłużej, zanim pojawią się objawy.
Argumenty przeciw. W latach 2010. obraz ten znalazł się pod silnym ostrzałem w związku z kryzysem replikacyjnym w psychologii. Wyróżniają się dwa ustalenia. Kenneth Paap i współpracownicy, przeglądając badania nad funkcjami wykonawczymi, orzekli, że przewagi dwujęzyczne „albo nie istnieją, albo ograniczają się do bardzo szczególnych i nieokreślonych okoliczności” — efekty zwykle znikały w dużych próbach, a pojawiały się głównie w małych. Angela de Bruin i współpracownicy udokumentowali z kolei błąd publikacyjny: badania, które znajdowały przewagę dwujęzyczną, były istotnie częściej publikowane niż te, które nic nie znajdowały, co oznacza, że literatura systematycznie zawyżała efekt. Późniejsze metaanalizy funkcji wykonawczych u dorosłych, po uwzględnieniu tych problemów, wykazały niewielką przewagę lub jej brak.
Teza o demencji wypadła nieco lepiej, ale również jest sporna. Niektóre retrospektywne badania kliniczne wciąż odnajdują opóźnienie pojawienia się objawów o kilka lat; jednak badania prospektywne, które śledzą zdrowe osoby w czasie, na ogół nie stwierdzały, by osoby dwujęzyczne zapadały na demencję rzadziej, a recenzenci ostrzegają, że wyniki retrospektywne są podatne na zakłócenia — migrację, wykształcenie i kulturowe różnice w tym, kiedy ludzie szukają diagnozy. Obecna, ostrożna synteza brzmi mniej więcej tak: dwujęzyczność może być powiązana z późniejszym pojawieniem się objawów demencji w niektórych populacjach, ale nie ma dobrych dowodów, że obniża ryzyko zachorowania, a nagłówek „dwujęzyczny mózg jest mądrzejszy” wyolbrzymia efekt niewielki, niespójny i mocno dyskutowany.
Uczciwy wniosek dla osoby uczącej się języka: ucz się języka dla języka — dla ludzi, pracy, kultury i zasięgu, które otwiera — a nie jako suplementu treningu mózgu. Korzyść komunikacyjna jest pewna; bonus poznawczy jest realny wyłącznie w skromnej, spornej postaci opisanej wyżej.
Uporczywe mity
Kilka mitów lgnie do dwujęzyczności i warto je obalić wprost.
- „Jesteś naprawdę dwujęzyczny tylko wtedy, gdy oba języki są doskonałe.” Nie — to znów mit frakcyjny. Osoby dwujęzyczne zrównoważone są rzadkim wyjątkiem; dominacja w jednym języku albo używanie każdego z nich do innych dziedzin to normalny kształt dwujęzyczności, a nie jej porażka.
- „Mieszanie języków to oznaka splątania albo zaburzenia.” Bliższa prawdy jest teza przeciwna. Przełączanie kodów (ang. code-switching) — przechodzenie między językami w obrębie rozmowy, a nawet zdania — to zachowanie umiejętne i rządzone regułami, które podlega ograniczeniom gramatycznym i społecznym. Płynne osoby dwujęzyczne przełączają się, by powiedzieć coś precyzyjniej, zaznaczyć tożsamość lub bliskość, albo dlatego, że pojęcie żyje naturalniej w jednym z języków. Badania nad dziećmi dwujęzycznymi pokazują, że wzorce przełączania kodów są podobne niezależnie od obecności zaburzeń językowych, więc przełączanie nie jest objawem problemu — to znamię kompetencji pragmatycznej, umiejętności doboru właściwego języka do sytuacji.
- „Wychowanie dziecka dwujęzycznie splątuje je albo opóźnia jego mowę.” Dziesięciolecia badań nie stwierdzają takiego trwałego kosztu; dzieci dwujęzyczne osiągają kamienie milowe rozwoju mowy w normie, a wczesne mieszanie języków to cecha używania dwóch systemów, nie dowód szkody.
- „Istnieje ostra granica między ‚osobą uczącą się języka’ a ‚osobą dwujęzyczną’.” Nie istnieje. Dwujęzyczność jest spektrum, a każda poważna osoba ucząca się języka jest już gdzieś na nim. Przejście od „nauki drugiego języka” do „bycia dwujęzycznym” jest stopniowe i nie ma jednego progu do przekroczenia.
Co z tego wynika dla nauki języka
Najbardziej wyzwalającą konsekwencją ujęcia holistycznego jest to, że cel, który większość uczących się po cichu sobie stawia — dwa bezbłędne, idealnie zrównoważone języki — nie jest tym, czym dwujęzyczność faktycznie jest, i nigdy nie był. Prawdziwe osoby dwujęzyczne są dominujące w jednym języku, wyspecjalizowane według dziedzin i w pełni płynne dla swoich celów. Dążenie do tego, by pewnie używać drugiego języka w sytuacjach, na których ci zależy, nie jest celem rozwodnionym; to właśnie tak wygląda dwujęzyczność naprawdę.
To przeformułowanie ma praktyczne ostrze. Jeśli chodzi o funkcjonalne władanie w realnych kontekstach, a nie o abstrakcyjny wynik „na poziomie rodzimym”, wydajną drogą jest budowanie języka tak, jak faktycznie zorganizowana jest kompetencja osoby dwujęzycznej — wokół całych, sensownych zdań powiązanych z sytuacjami, w których ich użyjesz, spotykanych i wielokrotnie ponawianych, aż staną się automatyczne. Tu właśnie osoba dwujęzyczna różni się od ucznia języka obcego również w mózgu, nie tylko w zachowaniu: jak pokazują badania nad dwujęzycznym mózgiem opisanym przez Artura Hernandeza, język używany wcześnie i często jest przetwarzany inaczej niż ten wykuwany późno jako zbiór reguł. Dorośli nie cofną zegara, a efekty wieku uchwycone przez badania nad okresem krytycznym są realne zwłaszcza dla akcentu — ale gramatyka i słownictwo pozostają wyuczalne przez całe życie, a sposobem na ich przyswojenie jest dostarczyć celowo tej sensownej, powtarzanej ekspozycji, którą dziecko dostaje przez zanurzenie. Nauka z pełnych zdań z aktywnym przypominaniem — zasada stojąca za nauką w oparciu o zdania — to dokładnie sposób, w jaki dorosły buduje zintegrowaną, użyteczną kompetencję, która czyni kogoś dwujęzycznym, a nie jedynie pilnym.
FAQ
Kto liczy się jako osoba dwujęzyczna — czy trzeba być doskonałym w obu językach?
Nie. Pogląd, że „prawdziwa” osoba dwujęzyczna ma dwa jednakowo doskonałe języki, nie opisuje niemal nikogo; badacze nazywają go mitem frakcyjnym. Dwujęzyczność definiuje się przez regularne używanie dwóch lub więcej języków w codziennym życiu, a większość osób dwujęzycznych jest mocniejsza w jednym i używa każdego do innych sytuacji. Dominacja w jednym języku to normalny kształt dwujęzyczności, a nie niedobór.
Czy bycie dwujęzycznym czyni cię mądrzejszym albo chroni przed demencją?
Dowody są znacznie słabsze i bardziej sporne, niż sugerują popularne nagłówki. Wczesne badania donosiły o „przewadze dwujęzycznej” w funkcjach wykonawczych i o opóźnieniu objawów demencji o mniej więcej cztery lata, ale późniejsze prace stwierdziły, że efekty poznawcze często nie replikowały się i były zawyżane przez błąd publikacyjny, a badania prospektywne nie wykazały niższego ryzyka demencji. Skromne, dyskutowane powiązanie z późniejszym pojawieniem się objawów może istnieć, ale dwujęzyczność nie jest dowiedzioną interwencją wzmacniającą mózg ani zapobiegającą demencji — ucz się języka dla jego własnych korzyści.
Czy mieszanie albo przełączanie języków jest złe?
Nie — przełączanie się między językami, zwane przełączaniem kodów (code-switching), to normalne i umiejętne zachowanie płynnych osób dwujęzycznych, a nie oznaka splątania czy zaburzenia. Podlega regułom gramatycznym i społecznym, a mówiący robią to, by wyrazić coś precyzyjniej albo zasygnalizować relację lub tożsamość. To znamię kompetencji, a nie problem do naprawienia.
Źródła
- François Grosjean, „Neurolinguists, beware! The bilingual is not two monolinguals in one person”, Brain and Language 36 (1989): 3–15.
- François Grosjean, Bilingual: Life and Reality, Harvard University Press, 2010.
- Ellen Bialystok, Fergus I. M. Craik, Morris Freedman, „Bilingualism as a protection against the onset of symptoms of dementia”, Neuropsychologia 45 (2007): 459–464.
- Kenneth R. Paap, Hunter A. Johnson, Oliver Sawi, „Bilingual advantages in executive functioning either do not exist or are restricted to very specific and undetermined circumstances”, Cortex 69 (2015): 265–278.
- Angela de Bruin, Barbara Treccani, Sergio Della Sala, „Cognitive Advantage in Bilingualism: An Example of Publication Bias?”, Psychological Science 26 (2015): 99–107.
- Naaheed Mukadam, Andrew Sommerlad, Gill Livingston, „The Relationship of Bilingualism to Cognitive Decline: A Systematic Review and Meta-Analysis”, Journal of Alzheimer’s Disease 58 (2017): 45–54.